Psychoterapia uzależnień

W błędnym kole uzależnienia 

Najczęściej zaczyna się bardzo niewinnie-po prostu każdy z nas szuka rozrywki, rozluźnienia, poprawy nastroju. Niektórzy sięgają w tym celu po jakąś używkę bądź próbują szczęścia w grach hazardowych. Nic w tym złego, tym bardziej że często otoczenie też korzysta z tych sposobów. Wszystko jest dla ludzi-mawiają. Początkowo każda z wybranych substancji działa tak, jak oczekujemy. Pobudza, gdy jesteśmy zmęczeni, czy senni; uspokaja, gdy coś nas zestresowało, czy zezłościło. Poprawia nastrój, wyostrza zmysły, pozwala zobojętnieć na aktualne kłopoty i zabłysnąć dowcipem wśród znajomych. Staje się zatem cennym pomocnikiem w pokonywaniu przeszkód życia codziennego.

To ta substancja lub czynność „załatwia” za nas różne sprawy lub ułatwia poradzenie sobie z trudnościami. Jednakże zaczynamy płacić za to pewną cenę, gdyż zapominamy o czymś ważnym, źle się czujemy następnego dnia po zażyciu, mamy długi. Nadal jednak dana substancja przynosi więcej zysków niż strat-tak to odbieramy, więc często niepostrzeżenie dla nas samych sięgamy po nią coraz częściej. Zaczyna ona pełnić istotną rolę w naszym życiu, w niektórych sytuacjach staje się wręcz niezbędna. Jesteśmy jednak przekonani, ze potrafilibyśmy poradzić sobie bez niej, tylko po co, skoro jest dostępna i tak wiele ułatwia. Coś się nam wymyka i zaczynamy sobie z tego zdawać sprawę. Chęć zażycia, odczucia ulgi, przeciwdziałania objawom abstynencyjnym okazuje się jednak silniejsza. Coraz częściej idziemy na kompromis z własnym sumieniem, zmieniając zasady, którymi się kierujemy. Stosunkowo łatwo znajdujemy wytłumaczenia dla kolejnych „wpadek”, błędów, zawodów sprawianych najbliższym. Musimy jednakże coraz bardziej się natrudzić, żeby ukryć, czy naprawić skutki zażywania i naszych zachowań pod wpływem danej substancji.

Nasze myślenie i odbiór świata zmieniają się tak, że łatwiej nam ignorować koszty, jakie ponosimy w związku z rozpoczynającym się uzależnieniem. Zresztą określenie naszego stanu chorobą nie przychodzi nam nawet na myśl. Jesteśmy przekonani, że mamy kontrolę nad własnym życiem, gdyż to my przecież decydujemy, kiedy sięgniemy po naszego „pomocnika”. Często zdarza się, że otaczamy się ludźmi o podobnych przekonaniach, zatem trudno jest dostrzec, że dzieje się coś niepokojącego. Sformułowanie „jakoś to będzie” przyświeca nam coraz częściej w pokonywaniu codziennych trudności i wyzwań. Stopniowo rezygnujemy z innych sposobów sprawiania sobie przyjemności na rzecz danej substancji, czy czynności. To one pomagają nam radzić sobie z emocjami i stresem-przynoszą ulgę bądź wzmacniają pozytywne uczucia. Czasem wydaje się nam, że inaczej nie moglibyśmy sobie poradzić. Jedynym wyjściem pozostaje sięgnięcie po znany i wypróbowany sposób, więc czynimy to coraz częściej. Brakuje nam innych pomysłów, bo po prostu od dawna już z nich nie korzystamy. Nasze życie niepostrzeżenie dla nas samych jest podporządkowane zdobywaniu, zażywaniu i radzeniu sobie z konsekwencjami używania. Zdarza się, że niektórzy ludzie, którzy znają nas lepiej, wspominają o tym, że się o nas martwią. Najczęściej jednak wydaje się nam, że wyolbrzymiają problemy lub nas nie rozumieją. Popadamy w błędne koło, z którego samemu jest bardzo trudno wyjść.

Substancje, których używamy, coraz częściej powodują cierpienie, ale zazwyczaj nie potrafimy sobie z nim radzić inaczej niż poprzez kolejne zażywanie. Nasze życie wymyka się spod kontroli, ale często wydaje nam się, że przecież jest jeszcze na tyle dobrze, że nie ma powodów do zmian. Piszę o nas, bo ta choroba może spotkać każdą osobę, która zaczyna coraz częściej sięgać po jakąś substancję psychoaktywną bądź czynność, która ma wpływ na zmianę jej stanu emocjonalnego. Trudno jest wyznaczyć granicę pomiędzy szkodliwym zażywaniem a uzależnieniem. Część osób zatrzymuję się na pierwszym etapie, zauważając straty, jakie ponosi przez zażywanie danej substancji. Cześć jednak nie dostrzega lub ignoruje koszty wynikające z używania i stopniowo pozwala na to, by to używka w jakimś sensie dominowała w ich życiu. Na tym etapie można już mówić o chorobie, jaką jest uzależnienie.

Chory nie potrafi najczęściej sam poradzić sobie z jej objawami. Należą do nich: silna potrzeba zażywania substancji, trudności w kontrolowaniu zachowań z nim związanych, pojawianie się fizjologicznych stanów abstynencyjnych w przypadku ograniczenia używania, zmiany tolerancji na działanie danej substancji, zaniedbywanie innych źródeł przyjemności oraz używanie pomimo świadomości szkód przez nie spowodowanych. Wystarczy, że co najmniej trzy z powyższych symptomów wystąpią u danej osoby w okresie przynajmniej jednego miesiąca lub w ciągu ostatniego roku w kilkukrotnych okresach krótszych niż miesiąc. Jednak najczęściej dana osoba ich nie dostrzega, choć nierzadko zauważa je otoczenie. Jak każdą chorobę, uzależnienie można leczyć-najlepszym lekarstwem okazuje się psychoterapia. Każdy z nas obawia się zmian, gdyż wiążą się one z ryzykiem nowości oraz straty tego, co już dobrze znamy. Dlatego też trudno jest podjąć decyzję o rozpoczęciu terapii. Każdy z nas ma określoną gotowość i swój czas na tego typu postanowienie. W przypadku uzależnienia często to otoczenie jako pierwsze zauważa niepokojące sygnały i w związku z tym to ono motywuje chorego do podjęcia leczenia. Jest to niezwykle skomplikowana sytuacja, gdyż zazwyczaj uzależnienie powoduje cierpienie nie tylko osoby chorującej, ale również jej najbliższych.

 

 

Psychoterapia pomaga przyjrzeć się sobie i swojemu życiu z innej perspektywy oraz co za tym idzie podjąć kroki w kierunku lepszego radzenia sobie z trudnościami wynikającymi z choroby. Jej cele i przebieg zależą jednak od klienta i jego gotowości do wprowadzania zmian we własnym życiu. Najogólniej mówiąc, skuteczna psychoterapia pomaga klientowi podnieść swoją jakość życia. Na szali jest zatem bardzo dużo i tylko od danej osoby zależy, co przeważy, tak jak pisała Wisława Szymborska wypowiadając się w imieniu tabletki na uspokojenie w wierszu „Prospekt”:

„(…)Oddaj mi swoją przepaść – Wymoszczę ją snem Będziesz mi wdzięczny(wdzięczna) Za cztery łapy spadania Sprzedaj mi swoją duszę Inny się kupiec nie trafi, Innego diabła już nie ma.”

Praca terapeutyczna osoby uzależnionej nie zapewni jej spadania zawsze na cztery łapy, ale może umożliwić odnalezienie bądź odkrycie na nowo własnych sposobów na szczęście bez sztucznego wspomagania.

Masz pytania? Skontaktuj się z autorem.

Autor: Marta Ziętal – psycholog, psychoterapeuta, terapeuta uzależnień.

 

Dodaj komentarz