Nieśmiałość versus śmiałość

Czy zastanawialiśmy się kiedyś nad ty, co to jest nieśmiałość? Z czym on jest związana w kategoriach psychologicznych? Czy nieśmiałość kontra śmiałość istnieje na drodze przetargu? To znaczy im bardziej ktoś jest śmiały tym mniej ma w sobie nieśmiałości, a może wcale tak nie jest, może śmiałość to tylko maskowana nieśmiałość. Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania.

Jak zdefiniować nieśmiałość

Pomyślmy, czy kiedyś zdarzyło się nam wykazać brakiem śmiałości. Zapewne to uczucie, nie jest do obce nikomu. Nawet jeżeli uchodzimy w oczach otoczenia za osobę bardzo śmiałą, to przecież każdy miał swoje dzieciństwo, w którym odczuwał brak pewności przed wujkiem, który zawitał pierwszy raz do domu, albo chciał powiedzieć historię ze szkoły przy stole pełnym gości, zachęcany przez mamę, ale w końcu tylko wbijał wzrok w obrus i zasłaniał oczy rękoma, a jego ciało oblewało się gorącem i chciał zapaść się pod ziemię.

Gdyby zapytać nieśmiałych jak widzą swoją nieśmiałość, na pewno każdy wskazałby na trzy obszary w jakich ona się mieści. Pierwszy to znaki zewnętrzne, unikanie kontaktu wzrokowego, przestępowanie z nogi na nogę, chowanie rąk za siebie, podpieranie ściany, drugie to objawy fizjologiczne – czerwienienie się, pocenie dłoni, „kluska w gardle”, ostatnie to oczywiście emocje – poczucie wszechogarniającego lęku, jak zostaniemy odebrani, co przekłada się na zażenowanie i skrępowanie, a więc dość intensywne emocje.

Większość osób nieśmiałych twierdzi, że nie potrafi nawiązać kontaktu wzrokowego, a jeżeli musi już mówić, to mówi cicho. Nieśmiali sami oceniają swój głos jako bardzo słaby. Rzadko zdarza się, że jest on naprawdę słaby. W większości przypadków jest mocny, ale przez lata obniżanie natężenia głosu po to aby „zniknąć” doprowadza do tego, że mówi się coraz ciszej, aż na końcu taki „spłaszczony” głos staje się „normalnym”, czyli używanym codziennie. Osoba nieśmiała może więc być przekonana, że nie potrafi wypowiadać się w sposób wywierający pożądane wrażenie na otoczeniu, ale jest to tylko wynik treningu jaki sobie sama zafundowała przez lata, obniżając jego natężenie. Staje się więc perfekcjonistą w cichym, niemalże niezauważalnym sposobie mówienia. Takim, które do nikogo nie dociera.

Istotnym składnikiem nieśmiałości jest też powściągliwość. U osób, które są nieśmiałe, jest ona czymś dominującym praktycznie w każdym ruchu, w każdym geście. Tak też są postrzegane przez otoczenie. Jako ludzie, którzy wprawdzie żyją, ale w otaczającej rzeczywistości stają się przezroczyste, mają coraz mniej możliwości takiego kształtowania swojego otoczenia, które było by dla niech pożądane. Stają się po prostu powietrzem, niezauważalnym dla reszty, zgodnie ze swoim kierunkiem działania, aby jak najmniej zakłócać zastany stan w jakim się znaleźli, a jeżeli się już odzywają to nie trzeba się wysilać na wchodzenie z nimi w głębsze interakcje.

Nieśmiałość na zapas

Dla osób, które nie mają problemów z nieśmiałością, objawy fizjologiczne jakie towarzyszą kontaktom z drugą osobą są albo pomijane, albo są czymś co stanowi tylko drobną, nieistotną niewygodę. Dla osoby która jest ich przeciwieństwem, te objawy fizjologiczne, to monstrum nad którym koncertują się cały czas. Ale to nie wszystko, nie tylko, że czerwienie się, przyśpieszone bicie serca, słyszalne czasami nawet w uszach, oraz motylki w brzuchu stanowią przeszkodę, gdy kontakt się już odbywa, ale one są antycypowane, niejako przewidywane.

Osoba nieśmiała wyobraża sobie jak się poczuje wtedy gdy znajdzie się w kontakcie z drugim człowiekiem, będzie miała wygłosić jakieś przemówienie, albo poprosić o przysługę i bywa, że nierzadko rezygnuje z podjęcia jakiegokolwiek działania, zanim wykona pierwszy krok w ogóle. Wyobrażanie sobie jak poczuje się za parę dni, gdy spotka się z kimś, na kim jej zależy i jakie reakcje będą temu towarzyszyły, zaprząta tyle czasu, i angażuje takie zasoby, ze nierzadko rezygnuje z wykonania pierwszego kroku w ogóle. Takie samospełniające się proroctwo ma oczywiście swoje konsekwencje. Gdy dochodzi do onieśmielającej sytuacji, osoba może zacząć przeżywać to, co sama sobie zaprogramowała i wytrenowała w myślach, co tylko będzie ją utwierdzać w poczuciu tego, że nie potrafi robić tego co by chciała i żyć tak jakby chciała i jest po prostu nieśmiała, koniec kropka.

Osoby nieśmiałe potrafią doznawać fizjologicznych reakcji także wtedy gdy są same ze sobą. Ruminacje, a więc uporczywe myśli na temat tego co zrobiliśmy źle, co moglibyśmy zrobić lepiej, co się zdarzy w przyszłości, a także reakcje fizjologiczne z nimi powiązane, towarzyszą nieśmiałym także w samotności. Doznają wtedy nagłego obalania zimnym potem, falą gorąca, drżą im ręce na samą tylko myśl, że wygłosiłyby przemówienie przed dużą grupą ludzi, lub zabawiały kilkoro znajomych w kawiarni.

 

Temperament, nieśmiałość, a cechy przywódcze

Rodzimy się z różnymi typami temperamentu, pośród których sprzyjający do bycia postrzeganym jako nieśmiałe są bardzie typy introwertyczne. To takie osoby których cały świat jest przeżywany wewnątrz, w przeciwieństwie do ekstrawertyków, którzy stale potrzebują bodźców, energii pochodzącej z zewnątrz. Aczkolwiek nieśmiali ekstrawertycy mają łatwiej, niż nieśmiali introwertycy, to tym drugim możemy pomóc, zarówno przez treningi behawioralne, jak i inne rodzaje terapii, dostosowane specjalnie dla nich. Warto też tutaj zaznaczyć, że czyste typy introwertyczne i ekstrawertyczne to rzadkość. Większość z nas to ambiwertycy, a więc ludzie, którzy są gdzieś pomiędzy biegunami – skrajny introwertyk < –> skrajny ekstrawertyk. .

Osoba która jest nieśmiała, w sytuacji gdy już się przełamie i zaczyna mówić, może być postrzegana, jako ktoś z lepszymi cechami przywódczymi, niż ekstrawertyk, który potrafi mówić cały czas i przez to, pomimo tego, że niekoniecznie jego pomysły są czymś wyjątkowym, przypisuje mu się zdolności rozwiązywania problemów, wpływania na ludzi większą skutecznością, a więc przydaje mu się atrybuty przywódcy. Treningi dla zamkniętych w sobie nieśmiałych introwertyków powodują, że z czasem doskonale radzą sobie jako szefowie i przywódcy. Istotne jest jednak dla nich zapewnianie o ich wysokim poziomie wartości, gdyż to one jest często właśnie źródłem braku wiary w siebie i przyczyną nieśmiałości.

Pośród czterech typów temperamentu, a więc cholerycznym, sangwinicznym, melancholijnym i flegmatycznym, żaden z nich nie predestynuje do bycia przywódcą, chociaż często przypisuje się mylnie wybitne cechy przywódcze cholerykom.

 

Źródła nieśmiałości

One istnieją. Nie rodzimy się z nią. Ma na nią wpływ temperament, a więc to z czym się rodzimy, ale nie tylko. Koncepcja freudowska, id – nasze wewnętrzne dziecko i dzikus, który ciągle coś chce, ego – czyli to czym jesteśmy, i superego – czyli nasz głos sumienia, zakłada że arbitrem pomiędzy dążeniem (ego), a sumieniem (superego), jesteśmy my sami (ego). Jeżeli funkcjonujemy sprawnie, to ego, czyli my sami potrafimy znaleźć równowagę pomiędzy pragnieniami naszego wewnętrznego, ciągle niezaspokojonego id, które żąda więcej seksu, więc agresji, a superego, które powstrzymuje nas wewnętrznym głosem sumienia.

Nieśmiałość w tej koncepcji, to niezaspokojone w dzieciństwie id. Nie otrzymywało ono tego czego potrzebowało nigdy, lub prawie nigdy. Zamiast tego wybudowało sobie potężne superego, które nakazywało, zakazywało i powstrzymywało ekspresyjne i swobodne wyzwolenie id. Te nakazy i zakazy stały się siatką znaczeń i sędzią, który determinuje całe życie, skłaniając się bardziej ku temu żeby czegoś nie robić, niż angażować się w relacje z ludźmi, nie występować publicznie, niż aby robić to na co ma ochotę id.

Inną koncepcją psychoanalityczną jest dziecko, które zbyt wcześnie zostało pozostawione samemu siebie i narażone na niebezpieczeństwa. Kruchość własnego ego, popychanego w różnych kierunkach, we wrogim otoczeniu doprowadza do zamknięcia ego na zewnętrzne środowisko i w efekcie do nieśmiałości.

Jeszcze inna koncepcja Kaplana utożsamia nieśmiałość z narcyzmem. Ego jest tak zaabsorbowane cały czas sobą, że niespecjalnie zwraca uwagę na złowrogie otoczenie, które tak naprawdę nie jest mu do niczego potrzebne. Wchodzenie w relacje z innymi ludźmi, to narażenie go na zranienie, uszczerbek w swoim idealnym obrazie, oczekiwanie zranienia przez lustro społeczne, które niekoniecznie musi postrzegać tak osobę, jak ona by chciała być postrzegana. Nieśmiały narcyz raczej więc woli zamknąć się w sobie, niż wystawiać na krytykę. Nie potrafi oderwać głowy od lustra, w którym się przegląda. Każde oderwanie głowy od niego to z kolei spojrzenie w lutro społeczne, w którym widzi małego, przestraszonego i oczekującego pomocy człowieka. Może to być zaskakujące. Narcyz kojarzy się bardziej z pewnym siebie tupeciarzem.

Inna teorią nieśmiałości jest teoria behawioralna. Behawior który rodzi się z temperamentem predysponującym do wycofywania się ze świata społecznego, jest nieustannie przekonywany przez bodźce płynące otoczenia, że lepiej zamknąć się w sobie niż wychodzić na zewnątrz. Jednostka jest predysponowana do takiego sposobu działania przez trzy czynniki. Pierwszy z nich to uogólniona podatność biologiczna, a więc to z czym się urodziliśmy, nasz temperament i sposoby funkcjonowania mózgu. Drugi czynnik niemniej ważny to uogólniona podatność psychologiczna, jest ona związana ze sposobem w jakim dorastaliśmy, z kontaktami z rodzicami na wczesnych etapach rozwoju, rodzeństwem i rówieśnikami. Zbyt częste powtarzanie, ze świt jest niebezpieczny, gdy światem dziecka jest tylko jego podwórko i dom powoduje uogólnioną generalizację rzeczywiście na cały przyszły bardziej złożony świat. Lepiej się z niego wycofywać, niż działać aktywnie. Poczucie kontroli nad światem staje się zewnętrzne, nie mamy wpływu na nic co nas otacza. Ostatni z czynników to specyficzna podatność psychologiczna, powodująca, że zrównujemy niebezpieczne wyobrażenia sytuacji z rzeczywistymi sytuacjami, które są o wiele mniej niebezpieczne, oraz uczeniu się od osób znaczących, czyli rodziców i opiekunów, że sytuacje społeczne zawsze powodują zagrożenie.

Wszystkie te czynniki przekładają się na wyższy niż przeciętny lęk u osoby nieśmiałej, który przyczynia się do wycofywania z potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, czyli praktycznie wszystkich. Sytuacje te jednak są najczęściej niebezpieczne, ale tylko i wyłącznie dla osoby nieśmiałej – dla jej postrzegania. Podatność biologiczna, uogólniona podatność psychologiczna i specyficzna podatność psychologiczna mogą sprzyjać powstawaniu zaburzeń osobowości unikającej lub zależnej. Jest to jednak już inny temat, gdzie mamy do czynienia bardziej z patologią, niż zwykłą nieśmiałością.

Wpływ rodziców na nieśmiałość dzieci został potwierdzony także w badaniach. Okazuje się, że ¾ osób nieśmiałych miały nieśmiałych także ojców i matki. Uczyły się więc nieśmiałości od osób najważniejszych w ich dzieciństwie i życiu. Tu warto wspomnieć o ciekawostce, takiej mianowicie, że nigdy dzieci nie postrzegają swoich rodziców jako osoby nieśmiałe.

 

Co robić? 

 

Czy możemy coś zrobić? Czy możemy przestać być nieśmiali? Odpowiedź jest jednoznaczna. TAK. Skoro nauczyliśmy się nieśmiałość, to możemy nauczyć się też śmiałości.

Czy będziemy już nieśmiali do końca życia? NIE.

Warto pamiętać że wielu naszych znajomych postrzeganych jako osoby śmiałe, nauczyły się tej śmiałości. Pokonały swój własny lęk i pomimo tego, że pewne sytuacje ciągle je stresują, wywołują fizjologiczne reakcje, potrafią je pokonać i działać dalej. Pamiętajmy, że odwaga to nie jest brak lęku w ogóle. Odwaga to kontrola nad lękiem, umiejętność wchodzenia w interakcje z innymi ludźmi, pomimo niemiłych odczuć jakie one powodowały na początku.

 

Osobom nieśmiałym możemy polecić aby:

  • Budowały poczucie własnej wartości. Nie jesteśmy tylko tym, jak nas widzą w pracy w szkole, ale czymś dużo więcej. Być może świetnym pływakiem, doskonałym kucharzem, zdolnym malarzem. Pamiętajmy, że wiele środowisk widzi nas tylko z jednej strony. Poszukajmy ludzi, którzy nas widzą jako wartościowych. Niech na początek to będzie tylko jedna osoba. Od czegoś zacznijmy.

 

  • Trenowały własną śmiałość. Jeżeli boimy się spytać sprzedawcy w sklepie, żeby zaprezentował nam towar, zaplanujmy któregoś dnia, że zrobimy to 5 razy w różnych sklepach, i zapiszmy to jak się czuliśmy. Jeżeli chociaż w jednym z nich udało nam się czuć że kontrolujemy sytuację to dobry znak. Zapamiętamy jak się czuliśmy wtedy, spróbujmy zachować się następnego dnia tak samo, przywołajmy te emocje i poczucie pewności. Po jakimś czasie okaże się, że czujemy się z tą nową umiejętnością tak dobrze, że możemy tą lekcję odhaczyć jako przerobioną i od tego czasu zawsze będziemy kupowali bez rumieńca i niepotrzebnego stresu.

Znana jest historia jednego psychoterapeuty, który otwarł gabinet i prosił kolejnych pacjentów           aby w ramach treningu behawioralnego poszły księgarni i spytały o rzadkie wydanie dzieł                     Szekspira, a gdy się okaże, że ich nie będzie, przez chwilę pomarudziły i poszły. Jakież było                 zdziwienie jednego sprzedawcy mającego swoją księgarnie blisko terapeuty, gdy w ciągu kilku           dni zjawiło się u niego kilkanaście osób i poprosiło o to samo wydanie rzadkiego dzieła.                       Zaskoczony tym nagłym zainteresowaniem, zamówił książkę i gdy po kilku dniach zjawił się               kolejny pacjent, ten z uśmiechem wyciągnął poszukiwaną pozycję spod lady i zaskoczonemu               klientowi powiedział „ proszę, w ciągu kilku tygodni pytało o nią kilkanaście osób, pan jako                 pierwszy ma szczęście ją nabyć”.

  • Pamiętajmy, że każda nawet najbardziej śmiała osoba może znaleźć się w sytuacji gdy zabraknie jej odwagi. Nie ma nikogo, kto choć raz nie czuł się onieśmielony.

 

  • Patrzmy na swoją nieśmiałość jak na pacjenta leżącego na stole operacyjnym. Badajmy go, podchodźmy chłodno do jego choroby, tak aby pomóc mu jak najlepiej i nie stracić kontroli nad zabiegiem. Miejmy świadomość tego co możemy zrobić.

 

  • Cały czas trenujmy. Każdego dnia zaplanujmy jakąś sytuacje, która do tej pory budziła naszą nieśmiałość, a and która możemy popracować. Trening czyni mistrza! Cieszmy się z naszych małych sukcesów. Nie od razu zbudowano Kraków, nie od razu będziemy śmiali. Ale możemy być jeżeli tylko tego naprawę chcemy!

 

  • Jeżeli mamy słaby głos, ćwiczmy go. Rzucajmy piłeczkami do ping- ponga w ścianę i wykrzykujmy najpierw tylko sylaby, a potem całe wyrazy tak głośno jak to się da. Najpierw głos nie będzie chciał być może wychodzić z gardła, ale z czasem okaże się, że jest potężniejszy niż kiedykolwiek w ogóle myśleliśmy. Starajmy się mówić trochę głośniej do ludzi. Zwracajmy uwagę na ich reakcje. Okaże się, że reagują inaczej niż do tej pory myśleliśmy. Zamiast odsuwać się od nas, będę czekali na więcej szczegółów, bardziej będą się nami interesować, a więc osiągniemy to co czego pożądamy, większą skuteczność, większą możliwość kształtowania swojego otoczenia.

 

  • W końcu, zapiszmy się do terapeuty. Porozmawiajmy z nim nad naszymi problemami. Na pewno znajdzie coś dla nas. On jest od tego aby nam pomóc.

Nie od razu zostaniemy kimś takim, jak Kuba Wojewódzki, Oprah Winfrey czy dziennikarz z wieczornego wydania wiadomości przeprowadzający wywiad z gośćmi na żywo, ale pamiętajmy, że potrafimy zrobić wiele!

Autor: Rafał Hille – psychoterapeuta, psycholog

Napisane na podstawie:
F. Zimbardo „nieśmiałość”
L. Cierpiałkowska „zaburzenia osobowości”

Dodaj komentarz